Szydełkowy beret

Półtora roku "robiłam" sweter. "Robiłam", bo tak naprawdę większość czasu leżał jako niezszyta robótka. Kiedy przód, tył i rękawy były gotowe w 90% niedoszły sweter sprułam i zwinęłam włóczkę w trzy duże motki.
Z części włóczki powstał beret na podstawie tutorialu Sweetland (tu), a pozostała część będzie długaśnym szalikiem.


Share:

Moja pierwsza chustka i szalik zero waste

Pewnie jest jakiś hasztag na wełniaste zero waste. Postanowiłam wykorzystać do samego końca włóczki, które mi zalegają w pudełkach. Powstała chustka i szalik. Słucham sobie audiobooków i dłubię wieczorami kolejne rzędy. Z resztek resztek powstanie kolejna motanka. Aż w schowkach na włóczkę nie zostanie nic (i znowu będzie można kupować ;)











Share:

Czapka szydełkowa

Marzyła mi się przejściówka. Zimową czapkę mam, ale takiej jesiennej nie. Wzięłam więc dwa małe motki, takie resztówki po około 50 gramów i szydełko piątkę i zaczęłam dzióbać. Wydzióbałam taką czapeczkę słupkami reliefowymi.



Share:

Szydełkowe grzybki

Jesień nieodmiennie kojarzy się z grzybobraniem. Zamiast chodzić na grzyby - zaczęłam szydełkować. Powstało na razie kilkanaście, a wkrótce będzie ich znacznie więcej. To wdzięczny jesienny temat, a robótka przyjemna. Ostatnio szydełkowałam nawet w poczekalni u lekarza ;)

 
Zaczęłam się szydełkowo rozwijać. Nauczyłam się kolejnych dwóch ściegów; słupka reliefowego branego z przodu i z tyłu, oraz (nie wiem, jak to się fachowo nazywa) oczka, które łapie się tylko z tylnej nitki (dobre do robienia małej dyni).

Teraz zaczęłam chustę z woolcake. Jest deczko zbyt gruba, ale deseń ładnie wychodzi i myślę, że na mrozy taka chusta będzie jak znalazł. 

Share:

Drobiazgi - dynie szydełkiem i na drutach oraz maleńki kaktusik-igielnik


Jesień 🍁🍁🍁 pora roku, w której czuję się jak w domu. Kubek pysznego earl greya z cynamonem, goździkiem, pomarańczą i cytryną, dobra książka i kocyk. Wczoraj zrobiliśmy sobie długaśny spacer z psem - po jeszcze-zielonym-lesie. Nawet znaleźliśmy kilka grzybów (ponoć nawet jadalne). 

Kończę rękawy swetra. W międzyczasie robię takie maleństwa:


Malutka dynka-igielnik szydełkiem.


Dynka na drutach - następnym razem dobiorę cieńsze druty, albo inny wzór;)

Synek ma na parapecie kolekcję kaktusików. Zrobiłam mu jeden kaktusik-igielnik.

Porobię jeszcze troszkę dyń, może jakiegoś muchomorka nawet. Ale najpierw muszę skończyć sweter ;)
Share:

Jeszcze jedna migawka - kuchnia, pokój i przedpokój w stylu retro / romantycznym.

Wczoraj zrobiłam jeszcze kilka zdjęć kuchni, salonu, biurka i przedpokoju. Uszyłam nowy fartuszek pod zlew, lambrekin, planuję także zeszlifować i pomalować krzesło (to żółte). 

W tym roku wspaniale obrodziła lawenda i będę miała drugi zbiór. 
Poszalałam także na targu staroci i mam ochotę pokazać moje fanty - trochę tego jest :)
Poza tym, już planuję kolejną wyprawę do Ikei, bo już zebrało mi się kilka rzeczy, które planuję kupić. 

Wolicie kiedy wrzucam posty ze zdjęciami domu, czy robótek? Szczerze mówiąc na razie przy tej pogodzie nie mogę się zmusić do robótki, a zostały mi rękawy swetra. Myślę także nad dokończeniem zazdrostki na drzwi oraz wykonanie zazdrostek do łazienki i na drzwi balkonowe. Plus kolejna kolorowa poszewka. Co z tego wyjdzie, nie wiem, ale pomysł zaczynam przetrawiać.







Share:

Nasze cztery kąty

Prosiliście o więcej zdjęć kuchni. Jak tylko będę miała więcej czasu, to ją sfotografuję. Na razie takie małe migawki z naszej przestrzeni życiowej:

To fragment mojego pokoju. 

Salon
Część przedpokoju. 
Etażerka retro z odzysku
Migawki z kuchni

Migawki z kichni

Share:

WIP i woreczki zero waste

Uważam się za osobę oszczędną. Staram się gospodarować pieniędzmi i dobrami, którymi dysponuję w sposób zrównoważony i planuję (np. posiłki) naprzód. 
Segreguję odpady - pod zlewem mam kosz na śmieci zmieszane, papier i plastik. Oprócz tego mam worek na szkło. Planuję na wiosnę kompostownik. 

Chciałam zrobić porządek w ubraniach, ale po otwarciu szafy okazało się, że po poprzednich porządkach (ubrania oddałam na cele charytatywne, niestety sklep z tymi ubraniami splajtował), nie ma czego wyrzucać. Stare t-shirty idą na szmatki albo po odcięciu rękawów na ręczniki-turbany do włosów. W ogóle ubrań nie mam wcale dużo. Butów także (z kapciami to 12 par na wszystkie pory roku). 

Każdą rzecz wykorzystuję maksymalnie. Nawet opakowania plastikowe z sałatki greckiej myję i chowam, bo może przyjdzie mi komuś coś nasypać/nalać/zapakować i będzie w co. Przeważnie z rodziną stosujemy wymianę talerzy z kołoczami i in. W ten sposób mam do oddania talerzyk i duży talerz. 
Lunchboxów nie mam, ale mam pojemniki, bez których nie wyobrażam sobie spakowania jedzenia do pracy. 

W imię minimalizowania ilości jednorazówek od lat używam lnianych toreb na zakupy. Niedawno przeczytałam o woreczkach, które właściwie samemu można sobie uszyć. Wyciągnęłam więc moją starą maszynę, oczywiście chwilę trwało, zanim zajarzyłam czemu nici mi się plączą, ale potem jakoś poszło i ze starej tiulowej podszewki od sukni ślubnej uszyłam woreczek, który niemal nic nie waży. Uszyłam także dość duży worek na chleb z (chyba) bawełny. 




Na obiad mieliśmy zerowaste'ową pizzę - jako sosu użyłam wczorajszego sosu pomidorowego z obiadu. Taka domowa pizza jest o wiele smaczniejsza niż kupna - no i można pofantazjować ze składnikami. 


Odkryłam w mieście również sklep, w którym można kupić na wagę artykuły do własnych woreczków i pojemników. Jak tylko wyjem zapasy, to idę na łowy! 

Z szydełkowego pola walki: zaczęłam w zeszłym roku i... utknęłam. Odłożyłam na trzy miesiące robótkę. To będzie długa ale wąska zazdrostka do okienka w drzwiach wejściowych. 

Wracając do less waste/zero waste - co jakiś czas wracam do kosmetyków naturalnych, które mogę zrobić z tego, co mam w kuchni. Peeling z kawy to klasyka gatunku! Myłam już twarz pastą z mielonych migdałów (i chyba do tego wrócę), a od kilku dni myję zęby pastą z sody i oleju kokosowego. Wyparzyłam wymyte skorupki jaj i zmielę je na proszek do mycia a la cif. Chciałabym zacząć myć włosy metodą "no poo", ale jednak mam obawy, czy nie będę wyglądała przez kilka tygodni jak menel. 

Kiedy wykończę wszystkie myjki, chciałabym kupić szczotkę bambusową do mycia naczyń i uszyć myjki z worka jutowego. Tak samo z płatkami kosmetycznymi - kiedy je wykończę uszyję sobie bawełniane płatki wielorazowe (do prania). Od lat używam do osuszania twarzy pociętych na cztery pieluch tetrowych. 

Kiedy mogę coś zaprenumerować w e-sklepie czy e-kiosku, robię to, właśnie na wzgląd na oszczędność papieru. 
Chętnie także wróciłabym do szklanych buteleczek na leki, ale moje leki są w blistrach :/ No i do opakowań papierowych. Lubimy w domu dania garmażeryjne, ale niekiedy ciężko je kupić bez plastiku, a niekiedy po prostu nie chce się człowiekowi (człowieczycy) stać przy garach. Chociaż naprawdę lubię gotować. 

Tak więc - chyba jak do tej pory, będę się ograniczała w kupowaniu dupersztyców, jedzenie tylko z listą i tyle, ile zjemy, no i żadnych foliówek! 

Dobrej niedzieli życzę :*
Share:

Prosta girlanda szydełkowa



Zrobiłam ją w jedno popołudnie. Od razu wyprasowałam i przywiesiłam nad pokój dziecka. Na jednym ze zdjęć uchwyciłam mistrza drugiego (pierwszego) planu - kwiatka ;)
Girlanda wisi nad dziecięcym pokojem

Dzisiaj "szalałam" w kuchni. Na obiad zrobiłam placki kartoflane z wczorajszym sosem chrzanowym, a na podwieczorek całą masę bułeczek cynamonowych. 



Share: