Wybieram kolory

Robótkowo się u mnie sporo dzieje. To znaczy - zaczyna się klarować. Zrobiłam 14 elementów na sukienkę, właśnie je "zlepiam", muszę jeszcze tylko dokupić czarnego kocurka.
Na girlandy mam dwa zestawy kolorystyczne. Plus zrobiłam małą ściągę dla czystej zimy (taki typ urody). Z tego "candy" będzie też kocyk z elementów granny square

candy (wiem, żółty jaśniejszy!)

czysta zima - kolory oddzielnie

jesień - fajnie się komponują

Lista

Właściwie bardzo lubię robić listy. Wszelkiego rodzaju: ulubionych piosenek, filmów do obejrzenia, książek do przeczytania, zakupów do zrobienia, itp. Może dlatego, że na drugie mam "chaos"? 
Uzupełniam listę książek do przeczytania na LC. Sporo tego. Ta wirtualna półka nie tyle powinna nosić nazwę "chcę przeczytać", co "mam szczery i głęboki zamiar przeczytać". Dużo tam książek z mojej półki, wiele również "lektur obowiązkowych", których do tej pory nawet nie skosztowałam. Uzbierało się ponad 150 sztuk.
Filmy. Nie widziałam Idy, ani Bogów. Nie obejrzałam do tej pory Vatela, ani Mechanika, ani Very Drake. Ale obejrzę. Zrobię listę i będę systematyczna. 
Musze kupić nożyczki fryzjerskie. I białe podkoszulki na cienkich ramiączkach. I przedłużacz. I statyw. Czyli - kroi się nowa lista (zakupów).
Mam listy długodystansowe i te, do zrobienia na już (doładować bilet, kupić banany i ryż, etc). Bez listy ciężko. Zawsze robię listę zakupów przed udaniem się do sklepu. Kiedy czegoś szukam, notuję czego oczekuję od produktu. Może nie robię takich za i przeciw, ale często wypunktowuję różne sprawy. Cóż zrobić, bez list nie funkcjonuję :)


Kolejne wyzwania - tym razem wyzwanie dziewiarskie!

Tym razem dziewiarskie. Dam rade, ile będę mogła. A jeśli robótkowo, to znaczy, że bawię się wspólnie z Maknetą:)


1. Sukienka z czarnego kocurka. 
2. Może rękawiczki? Marzy mi się sukienka na drutkach.
3. Marzy mi się kocyk z granny square...
4. Chustka ze Słodkiego listopada? :)
5. Hm...
6. Jest kilka ściegów, które mi się bardzo podobają, ale nie wiem, jak się za nie zabrać.
7. To podchodzi pod kocyk "babci" z 3 punktu:)
8. Szalik i rękawiczki do czapki z poprzedniego posta.
9. Mam tę czarną Alaskę, żółty moher (ale nie kuście mnie na beret ;) i czerwona boucle.
10. Maskotkę?
11. 8?
12. Szalik z kwiatami!
13. Hm...
14. Hm...
15. Bransoletkę z wełenki? Albo jeszcze kilka tych moich girland, które i tak mam w zamyśle?

Czyli już mam plan:
  • dokończyć sukienkę,
  • zrobić szalik wyszywany kwiatkami i rękawiczki do kompletu
  • chustka (melanż, koniecznie zielony!)
  • kocyk
  • girlandy (kolorowe)

Czapka

Jak coś robię, to robię to długo. To znaczy - jeśli chodzi o robótki drutkowe. Ale w końcu dokończyłam i pasuje i nawet w tym chodzę, co się rzadko zdarza, bo przeważnie swetry lądują w worze do caritasu. 
Wczoraj poczytałam tylko trochę, bo zmogła mnie migrena - a miałam nie brać tego cholernego "wopna". Za to udała mi się recenzja Północy i Południa. No, w każdym razie uważam, że mi się udała. Możecie ją przeczytać na blogu podlinkowanym obok --->

Miłego popołudnia:)

Postanawiam noworocznie

jeść mniej (majonezu, słodyczy, potraw mącznych)
próbować nowych potraw (shitake, baba ganoush, quinoa, miso, Shepherd's Pie, itp.)
zrobić upragniony remont
wyjechać na wakacje, chociażby takie maleńkie
nie dać się chorobom, stresom i złym myślom
przygotować sobie kącik do fotografowania, żeby był ładny i jasny
zrobić listę piosenek optymistycznych na pochmurne dni
wrócić do wypijania dzbanka zielonej herbaty dziennie
nauczyć się nowych fryzur
jeść mniej tabletek od bólu głowy


Rozpusta kosmetyczna

Kilka postów temu pisałam o kremach. No więc zrobiłam risercz i postanowiłam zrobić sobie przyjemność podchoinkową. No, deczko spóźnioną, ale za "podchoinkowe";) Zamówiłam na Helfy kilka drobiazgów. 
Jestem ciekawa tych płatków drożdżowych - kupiłam je z myślą o paście bezjajecznej i kilku innych upatrzonych przepisach. Tego odcienia Khadi jeszcze nie miałam, bo zawsze kupuję ten z indygo, ale może ten bardziej przypadnie mi do gustu?
Jak widać mam również kolejne smarowidło do usta. 

Na śniadanie zrobiłam jaglankę z kurkumą i rodzynkami, ale o niej zapomniałam i się przypaliła. Zjadłam to niespalone, ale jakoś do mnie nie przemówiła. 
Po drodze do pracy wstąpię jeszcze po chleb czystoziarnisty. Chciałabym umieć piec taki fajny chlebek, to bym sobie go napiekła tony, bo zajadamy się nim nawet bez smarowania. 

Z cyklu: każdy tak ma

Ok, prawie każdy. 
Przed świętami szparag - puf! - słoń.
Do tego ubranie "na ogra", czyli wielowarstwowo (wczoraj byłam zielona, więc bardzo przypominałam Shreka). No i odkryłam kolejne zastosowanie leginsów: są wygodne i można w nich chodzić zamiast dżinsów. No bo ciężko założyć opięte skiny na kilka warstw rajstop i jeszcze zginać kolana! 
A do kwietnia mam bad hair sezon ;)
Ale można robić bałwana, sypać się śnieżkami z dzieckiem i zjeżdżać z górki na sankach (jak się dziecku podkradnie sanki). Do tego fantastyczne spacery po lesie:)


Dzisiaj do pracy/na obiad curry: brązowy ryż, który zrobił się żółty, rodzynki, sezam, kukurydza i podsmażone kawałki kotletów sojowych.
Czytam recenzyjną Matkę Makrynę. Wciąga.

I już po

Ok, po wigilii, ale jeszcze dwa dni świąt. 
Jestem zadowolona. Moje dziecko aż wypieków na buzi dostało, tak szalał przy odpakowywaniu prezentów. Ja mu się wcale nie dziwię, bo szalał za zeszły rok. Rok temu był strasznie chory i niczym się, biduś, nie cieszył. Prezenty generalnie robiliśmy sobie sami, tzn w większości były to książki - dwie stricte dla mnie, jedna taka niby wspólna, ale tez dla mnie i jedna dla męża, ale w sumie... ;) Dostaliśmy też radyjko retro, gra koszmarnie, ale jest śliczne i pasuje do mojego łazienkowego kącika w starym stylu. Dostałam też granatowy sweter.

Jedzeniowo - pękłam. Wszystko się super udało i było pyszne. I nawet nie było żadnych uwag przy stole; a mam wrażenie, że niektórzy domownicy wstydzili się poprosić o nałożenie, a widziałam, że łakomie spoglądali w stronę mojego "po grecku";)
I tylko niepotrzebnie kawę piłam o 17stej, bo do prawie drugiej nie spałam, a nie szłam wcale na pasterkę. 
A dzisiaj? Piję sobie spokojnie kawkę z kardamonem, wystukuję tego oto posta, dziecko je śniadanie, a kiedy już wszyscy będziemy pojedzeni pójdziemy do kościółka, a potem pojedziemy do babci, czyli mojej mamy. Bierzemy "zwierzęce" Monopoly, zawieziemy prezenty i laurki, zjemy dobry obiad, a jak pogoda pozwoli, to obejrzymy ozdoby na mieście.

Serdeczne życzenia

Życzę Wam, Kochani, zdrowych, pogodnych, radosnych świąt Bożego Narodzenia oraz bogatego Dzieciątka. Niech nadchodzący rok będzie dla Was łaskawy, niech omijają Was troski i choroby, nich rok 2015 będzie pełen wspaniałych pomysłów, bogaty w osiągnięcia i szczęśliwy dla Waszych rodzin.


Przygotowania idą pełną parą

No więc SELERybę mam już zrobioną. Podjadłam kawałek i serio taki karpikowaty ten seler. To przez nori. Zrobiłam tak, jak w filmiku z Otwartych Klatek. Potem zrobiłam sos do selera po grecku i już mi ślinka cieknie. Mam też bulion warzywny (makaron ryżowy dojdzie jutro) i odłożonego selera na udawanego karpia. Z reszty warzyw zrobiłam pastę do chleba (dodałam zmielonego sezamu i kaszy jaglanej). Pół dnia przy kuchni, ale miałam frajdę:)


To znaczy, kiedy mi już przeszły nerwy. "Przecież byś się nie otruła, jakbyś zjadła normalnie rybę", "przecież ty jesz ryby", "ryby to nie mięso". Normalnie cała chodziłam, bo co kogo obchodzi co mam na talerzu? Serio? Ile lat można wałkować to samo?
Ale spoko, czil-ałt, zeeeen. Gotowanie to jednak frajda.
Obiadek w sumie też jadłam niczego sobie - warzywa po włosku (tak się nazywała ta mrożonka;), plus makaron, sezam, oliwa z oliwek i bazylia. I oliwki. Uwielbiam oliwki. 
No, teraz mogę sobie siedzieć i czekać na pierwszą gwiazdkę:)