Korzeń mydlnicy, kora dębu i inne wynalazki na włosy

Lubię eksperymentować z naturalnymi sposobami pielęgnacji włosów. Sięgnęłam po korzeń mydlnicy i zaczęłam używać go jako szamponu. Namoczyłam dwie łyżki na noc, rano dodałam łyżeczkę siemienia lnianego i łyżkę lawendy. Gotowałam kilka minut, cały czas ściągając wywar z palnika, bo podchodziła piana. Nie mam rano czasu, wiec wystudziłam wywar w kubeczku (kąpiel wodna, ale na zimno).

Taki szampon się nie pieni i człowiek zadaje sobie pytanie, czy to zadziała. Zadziałało. Powcierałam wywar w głowę i włosy, potem spłukałam. Myłam tylko raz.
Śpieszyłam się, wiec wysuszyłam włosy i je wyprostowałam (normalnie same by wyschły, ale długo schną).
Włosy są sypkie, wymyte, nawilżone, nie potrzebują odżywki, rozczesują się lepiej niż zawsze (nawet z tt mam z tym problem). Jestem bardzo zadowolona.


Papka na włosy z siemienia, aloesu, kory dębu i lawendy

Po lecie mam przesuszone włosy (wysychają przeważnie same i okazjonalnie korzystam z suszarki), postanowiłam zrobić maskę z siemienia. Niepotrzebnie dodawałam kory dębu, która dobra jest na płukankę, ale nie na maskę. Aloes mogłam zmiksować, bo zrobiły się grudy. 

W efekcie mam lekko przyciemnione pasemka, które były bardziej miedziano-brązowe - niezbyt widać na zdjęciu, ale mają inny odcień. Co ciekawe - efekt na włosach naturalnych: zmiękczenie i odżywienie, a na włosach farbowanych: nieprzyjemnie chropowate i suche. 


Podsumowując: siemię i korzeń mydlnicy będę stosowała nadal, ale korę dębu tylko jako płukankę. 

Zebrałam już orzechy włoskie i będę testowała farbę do włosów. Farbę robi się z tych zielonych łupin w których mieści się właściwa łupina orzecha. Stosowałyście naturalne środki do pielęgnacji włosów?

Share:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza